„Powoli” do przodu

„Powoli” do przodu

Dziś bez zdjęć bo aparat w aucie u Taty w garażu.

Mamy już cztery ściany postawione i jedną działową przez środek. Długo zeszło ze zbiciem odpowiedniej belki podtrzymującej strop między salonem i kuchnią. Udało się także nabić niższy rząd płyt MFP na dwóch ścianach bocznych i połowie pierwszej.

Jakbym miał stawiać taki szkielet w pojedynkę, to niestety, z przykrością stwierdzam, że nie podołałbym. Wiedza z książek i internetu ginie w zderzeniu z praktyką jaką mają cieśle. No, ale z uwagi na ich obecność w rodzinie wiedziałem, że nie porywam się z motyką na słońce. I mialem rację. Nie należę do ludzi wylewnych ale jestem im straszliwie wdzięczny za tę pomoc. Ale jakoś się ją wyrazi po zatknięciu wiechy 😉

Chociaż jestem wykończony a lewa ręka  boli jak diabli, i do tego znowu pół dnia padał drobny a wkurzający deszcz to i tak uważam, że takie budowanie nie ma porównania do murowania. Ciągle wciągam nosem zapach drewna i wiem dlaczego zdecydowałem się na „dom z patyków”.

Fajnie także odserwować miny ludzi, którzy przedwczoraj widzieli jak cośtam dłubaliśmy przy fundamentach, a dziś stoi połowa chałupy. No i do tego dom mam w konstrukcji balonowej – czyli w skrócie dwie ściany są wyższe od pozostałych dwóch na etapie parteru – co dodatkowo wywołuje zdziwienie i zaciekawienie.

Jutro podobno ma być słońce.

Leave a Reply