Tata, organista, strażak, internauta

Tag: fundamenty

  • Fundamentów ciąg dalszy

    Fundamentów ciąg dalszy

    Dzień był pracowity – nadwyrężyłem chyba wiązadło w kolanie (ja, fan roweru). No ale pustaki swoje ważą a rozładowanie 900 sztuk swoje robi, nawet w czwórkę. Końcowe trzy palety rozładował już kuzyn, mój Syn chrzestny. Młody piłkarz to kolana ma mocniejsze 🙂 Ja robiłem za starszego betoniarkowego.

    Stanęły już trzy ściany. Co godzinkę lekko nas polewało po kilkanaście minut, ale na plecy opalone na wściekłą czerwień to świetna ochłoda. Jutro postaramy się zamknąć ten etap. Pogoda z pewnością dopisze.

    Powoli kończę etap ziemny. Oczyszczalnię ścieków i GWC zostawiam sobie do kopania jak będzie więcej dni słonecznych – pewnie we wrześniu. Bo to na skarpie i koparkowy by miał raczej marne szanse na przyczepność. Jest to, moim zdaniem, etap najbardziej nieprzewidywalny – nie da się przewidzieć godzin pracy koparki i wyliczyć dokładnie piasku, żwiru i zasypki do odwodnienia. Liczenie materiałów na konstrukcję i izolację to przy tym aptekarska robota.

    Mam też coraz więcej chętnych do oglądnięcia jak to będzie wyglądało za dwa-trzy tygodnie. Ciekawie być pionierem, zwłaszcza na “murowanym” Podhalu. No i ostatnie zaskoczenie – dom wyznaczony sznurkami wydawał się mały, projekt też mieści się w kategorii domów małych a po wybudowaniu tych ścianek, stwierdziliśmy z chłopakami, że to jednak kawał chałupy będzie.

  • Pierwsze ścianki

    Pierwsze ścianki

    Jak przewidziałem, tak było: po zalaniu ław lało trzy dni – nie musiałem więc polewać ław. Sobota i niedziela słoneczne – działka przeschła i dziś Pan z pustakami na fundamenty nie musiał się zakopywać w trawie. Trudniej miał dostawca płyt MFP – bo auto tylko z napędem na tył. Ale daliśmy radę. W związku z rozładunkiem płyt i dość późnym przyjazdem pustaków murowanie właściwe wystartowało koło południa.

    Najpierw należało pozbyć się “kozy” w przekątnych naszego domowego prostokąta. I tu moja licealna miłość do geometrii okazała się pomocna. Potem to już właściwie formalność: szwagier z kolegą po prostu murowali a reszta chętnych miała fitness przy rozładowywaniu pustaków, obsłudze betoniarki i przebieżkach z taczką pełną zaprawy.

    Szwagierki przy robocie:

    Inwestorka i zajęcia fitness (“styl na pustaka”) – uważa zresztą, że masę już ma, więc pracuje obecnie nad rzeźbą:

    Mierzenie precyzyjne:

    Plan na jutro? Być może uda się dokończyć murowanie i zaszalować wieniec. I tu jest zagwozdka: ostatnia wizyta pompogruszki kosztowała mnie remontowanie narożnika dachu stodoły sąsiada. Postaramy się jutro uniknąć zaczepienia w wąskim przejeździe. Sprawa druga – nie mniej ważna – muszę w końcu powiesić banner firmy, której właścicielka od ponad roku wysłuchuje cierpliwie moich pytań i udziela pomocy.

    To dzięki blogom prowadzonym przez firmę Inez http://www.blogibudowlane.pl/ – zdecydowałem się na szkielet i poznałem wiele szczegółów technologii. Pani Agnieszka jest bardzo kontaktowa i lubi dzielić się wiedzą, gdyby nie to, że stać nas na baaaaaardzo mały i oszczędny dom (jestem wrogiem kredytów – taki typowy górol z Podhala), “Inez” by z pewnością budowała nasz 400-metrowy pałac z wieżyczkami i fosą oraz garaż na Aston Martiny i Bentleye 😉 A na poważnie – nie znam w tej chwili firmy z PL lub USA, która by tak dobrze prowadziła rejestrację swoich robót i dzieliła się wiedzą w sieci. Za darmo! A przeczytałem przez ostatnie półtora roku tysiące stron polskich i amerykańskich o tej tematyce. Jeśli szukacie firmy do budowy szkieleciaka, polecam!

  • Wyszliśmy z ziemi – tuż przed ulewą

    Wyszliśmy z ziemi – tuż przed ulewą

    Ateiści i przeciwnicy wiary w Boga czytają od drugiego akapitu 😉 Jestem człowiekiem wierzącym i pragmatycznym. Skoro wierzę, to rano informuję Pana Boga, że dziś chciałbym zalać ławy. Prognoza pogody przeczy mojemu chciejstwu, ale przeczyła też przy wybieraniu ław, przy transporcie drewna, przy pracach geodezyjnych. Od południa chmury – czarne i i groźne – skoro jednak prosiłem, to nie wątpiłem, że będzie dobrze (cokolwiek to dla Boga znaczy). Zeszliśmy z budowy w pierwszych strugach burzy. Takie małe świadectwo. Od początku myślenia o budowie zebrało się ich już kilkadziesiąt (pozwolenie na budowę w 10 dni na przykład).

    A teraz już tylko krótko i na temat. Od rana miało świecić i lać. Lać zaczęło o 19.00. Wtedy też schodziliśmy z budowy, po wyrównaniu ław. Machnęliśmy się przy poziomowaniu na całości o 0,5 cm – na usprawiedliwienie dodam, że ostatnia godzina – czyli dwie ściany – to był wyścig z czasem. W dwójkę nie idzie to aż tak szybko. Zwłaszcza jak się buduje pierwszy dom, i logiczny sposób wylewania ław człowiek ma dopiero po powrocie do domu. Myślę jednak, że jak na organistę i mechanika, którzy nigdy tego nie widzieli nawet na oczy, chyba dobry wynik.

    W kazaniu na ślubie mieliśmy z żoną ewangelię o budowaniu na skale – na fotce niżej można zobaczyć, że udało się trafić akurat skalistą działeczkę. Sprytne piaskowce ukryły się 1,3 metra poniżej trawnika. Koparkowy miał trochę iskrzenia jak je rwał. Za to nie musiałem bawić się w chudy beton pod ławy. Kierownik budowy a zarazem szef firmy budowlanej co to już kilkaset domów postawił, powiedział, że na takich kamieniach nie ma sensu się cyrtolić. Zatem wykop wyłożyliśmy folią żeby uniknąć mieszania się gliny i kamyków z wykopu z betonem, potem zbrojenie – młody musiał zarobić na własny pokój więc czyścił ostro szczotką drucianą. Na koniec o 16.00 przyjechała grucha i pompa i do 19 mieliśmy wszystko ładnie wyrównane. Teraz kilka dni schnięcia ław (leje jak z cebra). I ścianki fundamentowe z bloczków – ale to już opowieść na inną bajkę.

    Idę leżeć.