Pierzynka

Cały tydzień upłynął pod hasłem „wełna”. W ścianach zewnętrznych aż po dach jest już 20cm wełny skalnej. Wybrałem Paroc UNS 34 bo po pierwsze primo ma współczynnik U=0,034 a po drugie primo w tej cenie nikt takiego współczynnika nie daje, a lepsze są już dwa razy droższe. To nie ma co przepłacać. Ta sama firma wejdzie w ściany działowe i na elewację (odpowiednio UNS 37z-10cm i Linio 10 – 15cm). W ściany zewnętrzne cięliśmy wełnę na trzy kawałki bo przerwa pomiędzy słupkami w module 60cm wynosi około 56cm. Można odciąć z płyty wzdłuż 3cm ale taki odpad nie daje się nigdzie wykorzytać. Natomiast jak się przytnie z długości 120cm dwa razy po 57cm to 6cm odpadu robi się już bardziej przydatne.

W sufity wełna została wepchnięta bez cięcia – po pierwsze jest luźniejsza, więc tnie się kiepsko, a po drugie tu chodzi tylko o izolację akustyczną, więc dokładność nie jest wymagana aż tak mocno. Można wełnę bardziej ścisnąć. Od dołu wełna chroniona jest przed opadnięciem taką pajęczynką.

Folia paroizolacyjna niestety na ścianach E i W nie będzie miała ciągłości, bo inwestor zawalił i nie kupił jak stawiano szkielet. Jakoś mnie to strasznie nie rusza. Natomiast na ścianach S i N już się ta sztuka udała – zaleta konstrukcji balonowej.

Ale nie samą wełną żyje człowiek. Wełnę układała Żona i Siostra, czasem cośtam pomogłem, ale moje zadanie bojowe w tym tygodniu to był drenaż i gruntowy wymiennik ciepła. Razem z Tatą, Szwagrem Staszkiem i Teściem udało się wykopać, zrobić i zasypać drenaż opaskowy. Zrobiłem go tylko po to aby odprowadzić gdzieś wody opadowe, które przecisną się przez glinę, którą zasypię dookoła dom. Wodę gruntową mam na około 10 metrach pod domem, więc nie musiałem tego robić, ale skoro była rura i żwir, to zrobilim. W najniższym i najwyższym punkcie drenażu (przeciwstawne rogi domu) mam studzienki rewizyjne, na wypadek zamulenia.

Udało się też włożyć w wykop 18m rury gruntowego wymiennika ciepła (spoko, jeszcze tylko 42m w pousypywanym wykopie). Przez fundament rura idzie razem ze ściekową. Tym sposobem odpływające ścieki nieco podgrzeją powietrze wlatujące do domu. Ale to tak, na zasadzie „przy okazji”. Przejście pod fundamentem zalałem betonem aby nie podciekała woda do podpiwniczenia.

Zakład Gospodarki Komunalnej podciągnął do działki wodę – rozkopali straszliwie drogę więc dojazdu niet – chyba że ma się traktor. Ale za to teraz tylko znaleźć koparkę i można będzie cieszyć się wodą w domu. Na prąd niestety jeszcze poczekam chyba, bo Tauron najpierw musi zaprojektować i wykonać 50m własnej linii – a papierki potrafią zatrzymać robotę 🙁

Dziś od rana trwała akcja przewożenia reszty wełny z garażu przy mieszkaniu obecnym na działkę. Ofiar w ludziach nie było ale w traktorze urwaliśmy drzwi i trochę pokiereszowaliśmy przyczepę – wszystko przez tę maź zwaną drogą. Pod lewym kołem było bardziej miękko i wełna z przyczepy poleciała…. Koleina półmetrowa. Trza było sypać żwir pozostały z drenażu. We wtorek podobno gmina drogę utwardzi. A na wiosnę, jak będzie kasa to nawet asfalt zrobią (wiecie, wybory idą to obietnice lecą).

Sytuacja zrobiła się trochę nerwowa, bo z obecnego mieszkania będę musiał się wyprowadzić maks do końca roku – czyli realnie za jakiś miesiąc, bo wożenia mebli w zimie sobie nie wyobrażam. Ale spoko, ogarniemy to, Ktoś tam nad nami nad tą budową ciągle czuwa.

Dom jako magazyn wełny:

Leave a Reply